Rita Schultz
20 Apr
20Apr

Jest w tym coś niepokojącego, że świat nigdy nie działał sprawniej, a jednocześnie tak często mam wrażenie, że coś się w nim rozpadło. Firmy rosną, wyniki się zgadzają, wszystko „idzie do przodu”. A jednak coraz więcej ludzi wraca z pracy zmęczonych nie tyle wysiłkiem, co pustką.
Może właśnie na tym polega paradoks antropocenu, tak obecnej epoki, w której człowiek ma największy wpływ na świat, a jednocześnie coraz mniej wpływu na własne życie.


W biznesie widać to szczególnie wyraźnie. Relacje, które kiedyś były czymś naturalnym: rozmową, sporem, wspólnym milczeniem przy kawie, dziś coraz częściej przypominają coś zorganizowanego, zaplanowanego, odhaczanego. Spotkania są, ale brakuje spotkania. Słowa padają, ale rzadko coś naprawdę wybrzmiewa.


Człowiek w firmie potrafi dziś usłyszeć, że jest „najważniejszy”, a chwilę później poczuć, że jest wymienialny. To pęknięcie nie robi hałasu. Ono narasta cicho. Objawia się tym, że przestajemy mówić, co naprawdę myślimy. Że uczymy się przetrwać dzień, zamiast coś razem tworzyć.
Technologia miała nam ułatwić życie. I ułatwiła, bo przecież szybciej się komunikujemy, szybciej podejmujemy decyzje. Tylko że w tym przyspieszeniu coś umknęło. Coraz rzadziej patrzymy sobie w oczy, coraz częściej w ekran. Coraz łatwiej coś napisać, coraz trudniej coś powiedzieć.
A przecież relacja nie rodzi się z szybkości. Ona potrzebuje czasu, uwagi, czasem nawet niewygody. Potrzebuje tego momentu, w którym ktoś naprawdę słucha i nie po to, żeby odpowiedzieć, ale żeby zrozumieć.


Podobnie jest z klientami. Z jednej strony firmy wiedzą o nich coraz więcej. Z drugiej wiedzą coraz mniej o tym, kim ci ludzie naprawdę są. Można przewidzieć, co ktoś kupi. Znacznie trudniej zrozumieć, dlaczego przestaje ufać.
I może właśnie to zaufanie jest dziś najcenniejsze, a jednocześnie najbardziej kruche. Bo zaufanie nie powstaje z deklaracji. Nie rodzi się z pięknych zdań na stronie internetowej. Ono powstaje w drobiazgach: w tym, jak ktoś odpowiada na trudne pytanie, jak zachowuje się, kiedy coś idzie nie tak, czy potrafi przyznać się do błędu.
Współczesny biznes często próbuje być doskonały. A ludzie nie potrzebują doskonałości. Potrzebują prawdziwości.


Antropocen to nie tylko opowieść o planecie, która się zmienia. To także opowieść o nas i o tym, jak łatwo w pogoni za wynikami tracimy coś, co wcale nie było przeszkodą, tylko fundamentem.
Tracimy relacje.
Bez nich wszystko zaczyna być jakieś… puste. Nawet największe sukcesy smakują gorzej, jeśli nie ma z kim ich dzielić. Nawet najlepiej działająca firma staje się miejscem, z którego chce się wyjść, a nie do którego chce się wracać.


Pytanie więc nie brzmi już tylko: dokąd zmierza biznes.
Pytanie brzmi: czy po drodze jeszcze jesteśmy w nim obecni jako ludzie.
Bo jeśli nie, to nawet jeśli wszystko będzie działać idealnie, coś najważniejszego już przestanie działać w nas.