Rita Schultz
26 May
26May

Macierzyństwo przez dekady przedstawiano albo jako świętość, albo jako obowiązek. Rzadko jako kompetencję. A przecież gdyby spojrzeć na rolę matki chłodnym, współczesnym językiem rynku pracy, okazałoby się, że mówimy o stanowisku wymagającym odporności psychicznej, logistyki, zarządzania kryzysowego, inteligencji emocjonalnej, dyplomacji i pracy zmianowej bez końca. Krótko mówiąc dzisiaj  z okazji Dnia Matki o zawodzie ekstremalnie trudnym i dramatycznie niedocenionym.


Feministki przez lata walczyły o to, by kobieta mogła być kimś więcej niż „tylko matką”. I słusznie. Problem w tym, że po drodze świat zaczął traktować macierzyństwo jak coś mniej ambitnego niż kariera, mniej rozwojowego niż biznes i mniej wartościowego niż produktywność mierzona Excelem. 

Tymczasem to właśnie matki wykonują pracę, bez której żadna gospodarka nie miałaby przyszłych pracowników, klientów ani obywateli.
To zabawne, że w epoce sztucznej inteligencji i automatyzacji coraz bardziej cenimy cechy, których maszyny nie potrafią dobrze imitować: empatię, cierpliwość, intuicję, zdolność budowania więzi. A więc dokładnie to, co od wieków uznawano za „naturalny kobiecy obowiązek”, przez co nigdy nie wypłacano za to odpowiedniego wynagrodzenia ani społecznego prestiżu.


Może więc matka to właśnie zawód przyszłości? 

Nie w sensie powrotu kobiet do kuchni i pieluch, ale w sensie odkrycia, że wychowywanie ludzi jest najważniejszą inwestycją cywilizacji. Bo można mieć społeczeństwo pełne technologii, aplikacji i startupów, ale jeśli nikt nie nauczy dzieci czułości, odpowiedzialności i poczucia bezpieczeństwa, to cała ta nowoczesność zacznie przypominać luksusowy hotel bez fundamentów.


Paradoks naszych czasów polega na tym, że rynek pracy coraz mocniej premiuje kompetencje „miękkie”, a jednocześnie praca opiekuńcza nadal bywa traktowana jak życiowa przerwa. Kobieta wracająca po urlopie macierzyńskim często słyszy pytanie o „lukę w CV”, choć w praktyce właśnie ukończyła najbardziej intensywny kurs zarządzania człowiekiem w warunkach permanentnego niedoboru snu.


Oczywiście, nie każda kobieta musi być matką, żeby być spełniona. Wolność wyboru działa w obie strony. Problem zaczyna się wtedy, gdy społeczeństwo szanuje wyłącznie ten wybór, który da się wpisać w LinkedIn.


Być może przyszłość przyniesie przewartościowanie. Może nadejdzie moment, w którym opieka nad drugim człowiekiem stanie się symbolem kompetencji, a nie „poświęcenia”. Może matka przestanie być niewidzialnym zapleczem świata, a stanie się kimś, kto ten świat realnie współtworzy.


Każda wielka kariera zaczynała się kiedyś od kobiety, która w środku nocy wstała do płaczącego dziecka.