Przez lata pracy z zespołami i z ludźmi, którzy stali u progu ważnych decyzji zawodowych, zauważyłam pewien powtarzający się schemat. Ktoś przychodzi po przegranym przetargu, po utracie klienta, po rozstaniu z firmą, i zaczyna opowieść od tego samego zdania: „Muszę zrozumieć, co poszło nie tak”. To zdanie brzmi dojrzale i w gruncie rzeczy jest słuszne, dopóki nie zamienia się w jedyne pytanie, jakie sobie zadajemy przez kolejne miesiące.
W biznesie nauczono nas analizować porażki z chirurgiczną precyzją. Co poszło nie tak. Dlaczego nie dowieźliśmy wyniku. Dlaczego klient wybrał konkurencję, dlaczego projekt się nie udał, dlaczego nie dostaliśmy awansu, dlaczego straciliśmy stanowisko. Ta analiza jest potrzebna, a wyciąganie wniosków to rzeczywiście jedna z cech, po których rozpoznaję dojrzałych menedżerów, razem z odpowiedzialnością za własne decyzje, bez której trudno komukolwiek zaufać.
Problem zaczyna się gdzie indziej. Istnieje cienka granica pomiędzy wyciąganiem wniosków z przeszłości a życiem przeszłością, i tę granicę przekracza się zaskakująco łatwo, często nawet nie zauważając momentu, w którym analiza zamieniła się w rozpamiętywanie.
Widziałam to wielokrotnie. Ludzi, którzy miesiącami wracali myślami do projektu, którego już nie da się odzyskać. Menedżerów zastanawiających się bez końca, dlaczego ważny klient odszedł do konkurencji. Osoby, które w kółko przeżywały decyzję zarządu przekreślającą ich plany, albo wracały pamięcią do jednej rozmowy, w której ktoś powiedział im, że nie są wystarczająco dobrzy. I tych, którzy po utracie pracy każdego ranka budzili się z tym samym pytaniem: dlaczego akurat ja. Zawsze wtedy zadaję jedno, dość niewygodne pytanie w odpowiedzi: co właściwie zmienia kolejna godzina takiego myślenia? Bo szczera odpowiedź brzmi: nic. Przeszłością nie da się już zarządzać. Można zarządzać wyłącznie tym, co zrobimy dalej, i to jest jedyna dźwignia, którą naprawdę mamy w ręku.
Jeden z najbardziej kosztownych błędów, jakie obserwuję w biznesie, polega na utożsamianiu wyniku z własną wartością. Przegrywamy przetarg i uznajemy, że byliśmy za słabi. Tracimy klienta i zaczynamy kwestionować własne kompetencje. Nie dostajemy awansu i dochodzimy do wniosku, że inni po prostu są od nas lepsi. A kiedy tracimy pracę, pojawia się myśl najbardziej niebezpieczna ze wszystkich: że może rzeczywiście nie jesteśmy wystarczająco dobrzy.
To nieprawda i warto powiedzieć to sobie wprost. Niepowodzenie mówi przede wszystkim, że konkretny rezultat, w konkretnych okolicznościach, w konkretnym momencie, nie był taki, jakiego oczekiwaliśmy. To ważna informacja, cenniejsza niż niejeden sukces, ale wciąż tylko informacja, nie wyrok i nie definicja człowieka.
Jeden przegrany projekt nie kasuje lat doświadczenia, które się na niego złożyły. Jeden utracony klient nie odbiera umiejętności budowania relacji, dzięki którym zdobyliśmy dziesiątki innych. Jedna błędna decyzja nie przekreśla setek dobrych decyzji podjętych wcześniej, a jedno zwolnienie nie zabiera wiedzy, kompetencji, kontaktów ani charakteru, które budowaliśmy latami i które nadal są nasze, niezależnie od tego, co napisano w ostatnim mailu z działu kadr.
Dlatego po porażce warto zrobić rzecz trudniejszą niż kolejna analiza tego, co już się wydarzyło. Trzeba odwrócić się w stronę przyszłości, nawet jeśli w danym momencie wydaje się ona mniej konkretna i mniej namacalna niż żal, który akurat czujemy.
Zamiast po raz setny pytać, dlaczego mi się nie udało, warto zapytać samego siebie, co mogę zrobić teraz. A gdy pojawi się pierwsza odpowiedź, warto iść dalej i pytać kolejno: co jeszcze mogę osiągnąć, czego nauczyło mnie to doświadczenie, co dzisiaj potrafię, czego nie potrafiłem dwa lata temu, jakie kompetencje mam, których być może sam już nie doceniam. Warto zastanowić się, z kim powinienem porozmawiać, jaki projekt mogę rozpocząć, jakiego klienta mogę jeszcze zdobyć, do jakich drzwi mogę zapukać i jaką wartość jestem w stanie dziś stworzyć. A na koniec zadać sobie pytanie kim mogę być za rok, jeżeli zamiast rozpamiętywać ostatnie sześć miesięcy, dobrze wykorzystam kolejne dwanaście.
To są pytania menedżera zwróconego w stronę przyszłości, a nie sędziego przesłuchującego własną przeszłość. Dobry lider nie jest człowiekiem, któremu wszystko się udało. Takich ludzi w praktyce po prostu nie ma. Dobry lider to ktoś, kto potrafił ruszyć dalej wtedy, kiedy coś się nie udało, i kto tę umiejętność traktuje jako część swojego zawodowego rzemiosła, a nie jako dowód słabości.
Czasem największym błędem, jaki popełniamy po porażce, jest próba odbudowania dokładnie tego samego świata, który straciliśmy: tego samego klienta, takiego samego stanowiska, takiej samej pozycji, takich samych pieniędzy, takiego samego poczucia bezpieczeństwa. Rozumiem tę pokusę, bo znane jest zawsze wygodniejsze niż nieznane. Ale warto rozważyć inną możliwość: że kolejnym krokiem nie powinien być powrót do miejsca, w którym byliśmy, tylko ruch w stronę miejsca, w którym jeszcze nigdy nie byliśmy. To ogromna różnica, choć z bliska łatwo ją przeoczyć.
Kariera, podobnie jak biznes, nie rozwija się wyłącznie liniowo. Zdarza się, że wydarzenie, które dzisiaj interpretujemy wyłącznie jako stratę, za kilka lat okazuje się momentem, który zmusił nas do podjęcia najlepszej decyzji zawodowej w życiu. Nie twierdzę, że każda porażka automatycznie prowadzi do sukcesu. Nie prowadzi, i byłoby nieuczciwe to obiecywać. Ale porażka bardzo często zmusza nas do działania, na które we wcześniejszym, wygodniejszym układzie zwyczajnie zabrakłoby nam odwagi.
Jeżeli ktoś kiedyś w ciebie zwątpił, przyjmij to spokojnie. Jeżeli ktoś uznał, że nie dasz rady, jeżeli klient wybrał konkurencję, jeżeli firma zdecydowała, że nie jesteś jej już potrzebny, przyjmij to również. Nie dlatego, że to nie boli, bo boli, i udawanie inaczej byłoby nieszczere. Tylko dlatego, że najlepszą odpowiedzią na wątpliwości innych nigdy nie jest tłumaczenie się. Najlepszą odpowiedzią jest to, co zrobisz później.
Nie musisz miesiącami przekonywać ludzi, że się pomylili co do ciebie, wystarczy im to pokazać, a przede wszystkim pokazać to sobie. Pokazać, że nadal potrafisz tworzyć wartość, że możesz zbudować kolejny zespół, zdobyć następnego klienta, nauczyć się czegoś nowego, rozpocząć własny projekt, objąć większą odpowiedzialność albo wejść do branży, której wcześniej nawet nie brałeś pod uwagę. A jeśli przy okazji zobaczą to również ci, którzy w ciebie nie wierzyli, tym lepiej, choć to powinien być efekt uboczny, nie cel. Nie buduj bowiem całej swojej przyszłości po to, żeby udowodnić coś komuś innemu. Najważniejszą osobą, której powinieneś coś udowodnić, jesteś ty sam, i to twoja własna opinia będzie ci towarzyszyć najdłużej.
Wielu ludzi, z którymi rozmawiam, patrzy na swoją karierę przez lusterko wsteczne. Kiedyś zarządzałem większym zespołem, kiedyś miałem ważniejszych klientów, kiedyś zajmowałem wyższe stanowisko, kiedyś zarabiałem więcej, kiedyś byłem w świetnym miejscu. Być może to wszystko prawda. Ale „kiedyś” nie jest strategią i nigdy nią nie będzie. Strategia zaczyna się dopiero od pytania, co dalej.
Może największy projekt w twoim życiu zawodowym jeszcze się nie rozpoczął. Może najważniejszego klienta jeszcze nie poznałeś, najlepszej firmy jeszcze nie zbudowałeś, a stanowisko, na którym w pełni wykorzystasz swoje możliwości, jeszcze nie istnieje. Może ludzi, z którymi zrobisz najlepszy biznes swojego życia, spotkasz dopiero za kilka miesięcy. Nie wiesz tego dzisiaj i właśnie dlatego przyszłość jest znacznie ciekawsza od przeszłości, jest jedyną częścią twojej kariery, która wciąż pozostaje niezapisana.
Z przeszłości zabierz to, co warto zabrać: doświadczenie, lekcje, pokorę, świadomość własnych błędów. Ale nie zabieraj ze sobą przekonania, że jedno niepowodzenie określa twoją wartość albo wyznacza granice tego, co jeszcze możesz osiągnąć. Nie wyznacza, i to jest jedna z niewielu rzeczy w tym zawodzie, których jestem naprawdę pewna.
Przeszłość już się wydarzyła. Nie poprawisz jej, nie zmienisz decyzji, które zostały podjęte, nie cofniesz rozmów, nie wygrasz wczorajszego przetargu i nie odzyskasz wczorajszego dnia, choćby analizował go najdokładniej na świecie. Masz za to realny wpływ na decyzję, którą podejmiesz dzisiaj, na telefon, który wykonasz, na człowieka, z którym się spotkasz, na kompetencję, której zaczniesz się uczyć, na projekt, który rozpoczniesz, i na drzwi, do których w końcu zapukasz. I być może właśnie w tym kryje się jedna z najważniejszych lekcji zarządzania, nie tylko firmą, ale również własną karierą: nie skupiaj się na tym, czego już nie możesz zmienić, tylko na tym, co jeszcze możesz stworzyć.
Do przeszłości już nie wrócisz. Takie jest życie: zabiera coś, czego się trzymaliśmy, i nie pyta nas o zgodę. Ale przyszłość wciąż możesz zbudować, i to zaczynając od dzisiaj.